Wydawnictwo – Instytut Ekspertyz Sądowych

Iure et Facto

Wrzesień 17th, 2012 Wpisane w Zagadnienia Prawne
Józef Wójcikiewicz (red.)
Iure et Facto

2006, s. 403
ISBN 83-87425-62-1

Cena: 47,25 zł (+ koszty wysyłki)

Imponująca jest twórczość dra Józefa Gurgula. Nie można nie zauważyć, iż wszystkie siedem monografii, których autorem lub współautorem jest Jubilat, dotyczy zabójstw. Zanim zajmiemy się próbą odpowiedzi na tytułowe pytanie, wydaje się więc celowe przeanalizować, tym razem z estetycznego punktu widzenia, ów przedmiot wieloletnich fascynacji i dociekań Prokuratora – ZABÓJSTWO.
Znakomity eseista francuski Roger Caillois pisał (w odniesieniu do powieści kryminalnej): „Otóż nie wydaje się, by publiczność chętnie godziła się poświęcać czas i uwagę złodziejom, oszustom czy podpalaczom. Żąda mordercy, winnego, który zabił i ryzykuje karę główną. Jeśli nie ma śmierci człowieka we wstępie i jeżeli kat nie czeka na zbrodniarza w zakończeniu, doskonale przeprowadzony wywód nie zapobiegnie rozczarowaniu najbardziej abstrakcyjnego umysłu. Czytelnik będzie się złościł, że zaprzątano go głupstwami. Potrzeba mu prawdziwego dramatu, bezlitosnego pojedynku między przeciwnikami gotowymi – i zmuszonymi – do użycia ostatecznych środków. Cień śmierci musi padać na chłodne zawiłości logiki”.
A jak zauważa inny, dziewiętnastowieczny angielski eseista Thomas de Quincey, „ludzie zaczynają dostrzegać, że wyrafinowane morderstwo pod względem kompozycji potrzebuje czegoś więcej niż tylko dwóch durni: zabijającego i zabijanego, a także noża, sakiewki oraz ciemnego zaułka”. Stoi on na stanowisku, że ofiara pięknego morderstwa powinna być dobrym człowiekiem, niepełniącym funkcji publicznej. Musi być dobrego zdrowia, co wyklucza wszystkich krawców w wieku powyżej 25 lat. Jeśli chodzi o czas i miejsce, morderstwo musi być popełnione w nocy i na osobności. „Najwspanialszymi i najpełniejszymi w swej doskonałości” morderstwami, jakie kiedykolwiek popełniono, są dla de Quincey’a te dokonane w 1812 roku, w Londynie, przez niejakiego Williamsa, który w odstępie dwunastu dni wymordował dwie rodziny, w sumie siedem osób, za pomocą ciesielskiego młota i noża, najpierw ogłuszając swe ofiary, a potem podrzynając im gardło.
George Orwell, ubolewając przed sześćdziesięcioma laty nad „upadkiem angielskiego morderstwa”, którego okres świetności uosabiali według niego m.in. Jack the Ripper i dr Crippen, stworzył taki oto model doskonałego, w sensie estetycznym, morderstwa: sprawcą powinien być dentysta albo adwokat mieszkający na przedmieściu, ale nie w willi (aby sąsiedzi mogli usłyszeć podejrzane odgłosy). Powinno nim powodować uczucie do sekretarki albo żony rywala, a decyzja o zabiciu własnej małżonki, powzięta po długiej i wyczerpującej walce z sumieniem, powinna być precyzyjnie obmyślona i zrealizowana oczywiście za pomocą trucizny. Popełnienie morderstwa winno się wydawać takiemu sprawcy mniej kompromitujące i szkodliwe dla kariery niż odkrycie zdrady małżeńskiej. Być może niektóre współczesne przypadki morderstw w Wielkiej Brytanii zadowoliłyby jednak gust Orwella, jak choćby sprawa małżeństwa Westów oskarżonych o zamordowanie na tle seksualnym kilkunastu młodych kobiet. Jak bowiem mawiał książę François de La Rochefoucauld, „są zbrodnie, które stają się niewinne, a nawet zaszczytne przez swój blask, liczbę i śmiałość”. W opinii słynnego kompozytora Karla-Heinza Stockhausena za takie poczytać należy ataki terrorystów na World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 roku: „Według mnie to, co się stało tam, w Ameryce, to największe dzieło sztuki, jakie kiedykolwiek istniało”.
Wydaje się wszakże, iż to nie zabójstwa, nie akty terrorystyczne, ale właśnie owe z pozoru „nieatrakcyjne” kradzieże, oszustwa czy podpalenia mogą wywołać w nas estetyczne doznania w zależności od modus operandi sprawcy.
Któż jak nie dr Józef Gurgul, który w trakcie swej pracy naukowej przebadał setki spraw o zabójstwo, poznając z autopsji również tysiące innych, jest najbardziej predestynowany do wyrażenia opinii w tej kwestii? Czy i na ile słynne sprawy Marchwickiego oraz Ślezki vel Bielaja, w których grał jedną z głównych ról, jednocześnie reżyserując przebieg postępowania przygotowawczego, mogą być oceniane także w kategoriach estetycznych?
Nie ulega wątpliwości, że również praca prokuratora może być przedmiotem takiej oceny. Jubilat także zdaje się dostrzegać te estetyczne aspekty, gdy pisze, że śledztwo jest „sztuką przeznaczenia wszystkiemu właściwego miejsca. Dobremu i złemu, pięknemu i brzydkiemu, które przenikają proces karny”. Jego cel – „wyjaśnienie zawsze wieloznacznej rzeczywistości i ustalenie prawdy” – jest osiągalny zwłaszcza wtedy, gdy „prokurator nie oskarża na oślep, adwokat nie broni per fas et nefas, a sąd waży wszystkie racje. Temu trio przypada obowiązek i zarazem przywilej niezmordowanego preferowania prawdy, dobra i piękna”.
„W prezentacji zdarzenia zawarte są wielorakie oceny z najrozmaitszych punktów widzenia. Np. zbrodnia, która przecież nie ma w sobie nic estetycznego, gdy jest się jej świadkiem w rzeczywistości (…) – w przedstawieniu literackim nabiera owych wartości – zostaje wpleciona w nowy kształt dzięki ujęciu jej jako ogniwa w skomplikowanym procesie, dzięki zaprezentowaniu jej wraz z ocenami (…). Innymi słowy, zbrodnia zostaje zaprezentowana w innej strukturze niż wtedy, gdy ma miejsce w rzeczywistości: nie jako «mord», «okrucieństwo», «zaprzeczenie praw ludzkich», lecz jako zagadka, zbieg okoliczności, jako kara, zemsta, zakończenie procesu poszukiwań albo też jego początek, jako punkt kulminacyjny innych procesów czy zdarzeń, jako konsekwencja tego wszystkiego, co działo się przedtem itp. Zdarzenia wstrząsające i okrutne budzą pytanie: w jaki sposób mogło się to stać? jak do tego doszło? jak to było możliwe? Pytania te stawia detektyw, inspektor policji, [prokurator – przyp. J. W.], sędzia, lecz stawia je również artysta”. „Wszak nie gotowe odpowiedzi, lecz znaki zapytania rodzą twórczy ferment w umyśle prowadzącego sprawę, najpewniej pozwalający rozpraszać niejasności” .
Wartości estetyczne prezentowane przez owe zdarzenia zależą od sytuacji perceptora i jego postawy wobec zdarzenia. Można wyróżnić trzy takie sytuacje: uwikłanie w zdarzenie, strukturowanie zdarzeń i rekonstruowanie procesów [6]. W opinii Marii Gołaszewskiej właśnie procesy sądowe dostarczają najwyrazistszych przykładów estetyzacji zdarzeń. Spośród profesji związanych z wymiarem sprawiedliwości, zawód prokuratora wyróżnia się tu szczególnie, albowiem w zasadzie jedynie prokurator występuje w procesie w podwójnej roli: jako porządkujący i rekonstruujący procesy w postępowaniu przygotowawczym oraz jako aktor, a czasem także reżyser, w postępowaniu jurysdykcyjnym. Niestety, nie zawsze jest to ta sama osoba…
Działalność prokuratora, a zwłaszcza budowanie przezeń wersji śledczych, można także analizować w świetle estetyki możliwości.
Rekonstruowanie procesów to według Marii Gołaszewskiej na przykład „typowa czynność detektywa, który mając dane zdarzenie takie jak przestępstwo, zbrodnia, rabunek – wykrywa fakty i zdarzenia wcześniejsze i na tej podstawie układa sobie pewien cykl zdarzeń logicznie powiązanych (co prowadzi do wykrycia ostatecznie sprawcy, motywów itp.). Wyjaśnienie zagadki, odkrycie tajemnicy, dostarczenie powiązań wcale nie oczywistych – oto elementy, które mogą mieć walor estetyczny w tego rodzaju ujmowaniu zdarzeń, gdzie współdziała z tym co dane, to, co domniemane, co musimy dopiero odtworzyć”.
Niezwykle wysoką rangę nadaje takiemu detektywowi Karol Irzykowski: „Detektyw jest nowoczesnym rycerzem – w tym wyższy od rycerzy dawnych, że walczy nie tylko odwagą i siłą, lecz i rozumem, i że przeciwnikiem jego jest nie tyle człowiek w otwartym boju, ile tajemnica ukryta w świecie materii, której to tajemnicy on powoli staje się panem. O jedno piętro etyczne wyżej, o jeden horyzont umysłowy szerzej, a detektyw może się stać myślicielem i działaczem”.
Analogicznie zdaje się postrzegać zawód prokuratora dr Józef Gurgul, gdy pisze: „Praca koncepcyjna prokuratora oprócz elementów „zwyczajnej” pracy powinna zawierać cechy autentycznej twórczości”.
Przewód sądowy dostarcza nowych aspektów pracy prokuratora. Chodzi oczywiście o rozprawę odbywającą się na oczach publiczności zgromadzonej w sali rozpraw, gdzie prokurator gra jedną z głównych ról. Ewidentne jest tu podobieństwo do teatru, z tą tylko różnicą, że trup, narzędzie zbrodni i oskarżony, są jak najbardziej prawdziwi. Mamy tu i kostiumy (togi, peruki, birety, łańcuchy), i rekwizyty (dowody rzeczowe). Obserwujemy zwartą, uporządkowaną przez przepisy procedury, strukturę i akcję. Czasami nawet jesteśmy świadkami popisów oratorskich oskarżyciela i obrońcy. Wszystko to sprawia, że przewód sądowy jest z definicji „estetyczny” i zapewne dlatego dość często bywa tematem filmów. Wystarczy tu przypomnieć choćby przedwojenny film pt. „Prokurator Alicja Horn”, słynny film Sydneya Lumeta „Dwunastu gniewnych ludzi” czy emitowany przed kilkoma laty w telewizji serial „Gliniarz i prokurator”.
Czasem jednak ulega zatarciu granica pomiędzy rzeczywistością a sztuką i wówczas „sprawiedliwość staje się rozrywką”. Przykładem może tu być słynny proces O. J. Simpsona przed 11 laty. O zabójstwo byłej żony i jej przyjaciela oskarżono znanego aktora i futbolistę, a proces był w całości transmitowany przez telewizję. Simpson zagrał tam swoją życiową rolę, gdy na żądanie prokuratora Christophera Ardena przymierzał rękawiczki mordercy, robiąc wszystko, aby (skutecznie) przekonać przysięgłych, że są nań za ciasne. Oskarżony okazał się wówczas znacznie lepszym aktorem niż prokurator reżyserem!
Jakże trafne, w tym świetle, okazują się myśli Jubilata o idealnym prokuratorze: „Bezokoliczniki «odczuwać, chcieć i móc» precyzują przymioty prokuratora marzeń, niczyich racji nie broniącego, tylko prawdzie niestrudzenie służącego”  i jego aktywności i dociekliwości zwłaszcza w sprawach o zabójstwo, gdzie „nie ma i nie może być sytuacji, w której odczuwalibyśmy nadmiar dbałości, pomysłów, inicjatyw”. Trudno jednak oprzeć się refleksji, czy polski prokurator A.D. 2006 zna publikacje dra Józefa Gurgula oraz czy chce (i może) stosować w swojej pracy przemyślenia i rady Jubilata?
Zamówienia na książkę należy przesłać na adres:

Sekcja Organizacji i Informacji Naukowej IES
ul. Westerplatte 9, 31-033 Kraków

faks: 12 422-38-50

e-mail: wydawnictwo@ies.krakow.pl

Przepraszamy, ale komentarze są obecnie wyłączone.